Widok dymiących zgliszcz i bestialsko zmasakrowanych zwłok zakonników stanowił szok dla każdego, kto go doświadczył. Atak nieznanych dotychczas w okolicach Lindisfare dzikusów, którzy przypłynęli morzem, był tak niespodziewany, brutalny i niszczący, że jego echo szybko rozniosło się wśród ludności wyspy. Rok później najeźdźcy wrócili i wymordowali już wszystkich jej mieszkańców, którzy być może liczyli naiwnie, że atak się nie powtórzy. W 795 roku przybysze brutalnie zaatakowali klasztor Iona. Teraz wieści o rzezi zatoczyły jeszcze szersze kręgi przekraczając kanał La Manche.

Karol Wielki w korespondencji ze swoim pedagogiem i współpracownikiem Alkuinem wyrażał zdumienie i przerażenie niesłychanym mordem. Podobne odczucia towarzyszyły Alkuinowi, kiedy pisał w jednym z listów wysłanych do Anglii na dwór króla Nortumbrii Ethelreda: „Jakże poganie zbezcześcili boże sanktuaria i przelali krew świętych wokoło ołtarza. Zniszczyli miejsce, gdzie zamieszkuje nasza nadzieja; stratowali ciała świętych w świątyni Boga niczym błoto na ulicy. Cóż mogę powiedzieć? Mogę tylko z Wami w sercu rozpaczać przed ołtarzem Chrystusa, błagając: Oszczędź, Panie, oszczędź swój lud, bo inaczej poganie będą pytać – gdzie ten chrześcijański Bóg?”.

Nikt jeszcze wówczas nie mógł wiedzieć, że owe zdarzenia stanowią zaledwie wstęp do tego, czego mieszkańcy Wysp Brytyjskich i królestwa Franków, chociaż nie tylko oni, będą doświadczać w ciągu kilku następnych stuleci. I że okrucieństwo strasznych najeźdźców z morza – wikingów, zwanych również „Ludźmi Północy” i Normanami, przyćmi nawet wyczyny Attyli i Hunów. Zaś pytanie o Boga, które w ustach wystraszonego i 

zafrasowanego Alkuina zabrzmiały nieomal jak bluźnierstwo, będzie powtarzane przez licznych chrześcijan. Nie tylko ono. Potwierdzeniem powszechnie panującego przekonania o dzikości i okrucieństwie wikingów stanie się kierowana do Boga podczas modłów prośba o oszczędzenie przed ich bezlitosną furią. Przez dziesiątki lat powtarzana niczym mantra i pomimo żarliwości, z jaką ją wypowiadano, nie przynosząca efektu. Alkuin miał rację, a normańscy poganie mogli sobie do żywego kpić – Bóg raczej nie pomagał swoim wyznawcom. Paradoksalne jest przy tym i przewrotne, że na okrucieństwo „Ludzi Północy” w tak dramatyczny sposób narzekali przedstawiciele społeczeństw, które bynajmniej nie mogły się pochwalić mniejszą brutalnością. Głównie wobec pogan, ale przecież nie tylko. Postępowanie ówczesnych chrześcijan, zupełnie nie korespondowało z nakazami wyznawanej przez nich wiary. Lista niewyobrażalnych bestialstw, jakich dopuszczano się z imieniem Boga na ustach, jest wyjątkowo długa. To nie wyznawane zasady religijne i przypisywana sobie wyższość moralna, ale charakter epoki decydował o takim właśnie zachowaniu. W tym kontekście postepowanie wikingów nie odbiegało zbytnio od obowiązującej normy – w średniowiecznym świecie życie ludzkie nie miało wysokiej ceny. „Ludzie Północy” szacowali jednak nim bez miary.

Otwierał się nowy rozdział w historii średniowiecza. Jeden z najbardziej ponurych i krwawych, jakie odnotowała. Rozpoczynała się porażająca strachem epoka wikingów.