Zaledwie rok później za sprawą spowinowaconych ze sobą władców pozostających pod wpływem króla niemieckiego Lotara zawiązała się antypolska koalicja złożona z Czech, Węgier, Austrii i Rusi. Jako żywo przypominało to sytuację sprzed stulecia, kiedy król Mieszko II nie oparł się uderzeniu sąsiednich państw i stracił tron, państwo polan zaś zostało w praktyce podzielone przez najeźdźców. Bolesław usiłował rozbić groźny alians i wybrał się na Węgry, aby osadzić na jej tronie przychylnego sobie władcę, Borysa syna Kolomana, ale w bitwie nad rzeką Sajo poniósł bolesną porażką z wielonarodowymi wojskami Beli II. Dla księcia, który już w młodości nosił przydomek „wilcze szczenię”, a zwycięstwa wyznaczały jego długi wojenny szlak, była ona szczególnie bolesna i wyznaczała kres militarnych dokonań. Jednak później stało się coś jeszcze gorszego. Przez trzy lat począwszy od 1132 roku na Śląsk wyprawiali się Czesi pod wodzą księcia Sobiesława, bez litości pustosząc prowincję. Podczas pierwszego najazdu spłonęło około 300 wsi, zginęły lub zostały zabrane w niewolę tysiące mieszkańców. Przypomniały się czasy straszliwego najazdu księcia Brzetysława z poprzedniego wieku.
Niemcy, tak bardzo kilkakrotnie upokorzeni, pokazali swoją moc, zmuszając księcia do złożenia w 1135 roku hołdu królowi Lotarowi w Merseburgu. Kwestią nurtującą historyków pozostaje, czy ów akt dotyczył całego państwa czy jedynie jego części. W większości są ci spośród nich, którzy skłaniają się do przekonania, że mogło chodzić jedynie o Pomorze.
Jednak zmarły przed dekadą mediewista Tadeusz Grudziński, autor rozprawy poświęconej pertraktacjom merseburskim, twierdzi, że Bolesław Krzywousty w ich wyniku został lennikiem Lotara wraz z całym swoim państwem.
Gdyby nawet rzeczywiście tak było, to w Merseburgu książę uzyskał też wiele korzyści. Uregulował bowiem stosunki z Węgrami i poczynił krok ku potwierdzeniu rozejmu z Czechami i zamienieniu go w trwały pokój, dzięki czemu rozbroił antypolską koalicję sąsiednich państw.
Czując nadchodzący nieubłaganie koniec ziemskiej wędrówki polski władca intensywnie myślał nad sposobami ustrzeżenia swojego dziedzictwa przed ościennymi wrogami i niepokojami wewnętrznymi. Dobrze wiedział, że niebezpieczeństwa mogą się czaić zarówno poza granicami państwa, jak i wewnątrz niego. Tę dość oczywistą wiedzę posiadł nie tylko z mądrych ksiąg i obserwacji przewijających się na jego oczach wydarzeń. Zdobył ja również dzięki własnym, jakże gorzkim doświadczeniom. Niczym zadra tkwiło w jego pamięci wspomnienie bezlitosnej walki, jaką o władzę nad Polską stoczył najpierw z ojcem i jego wszechwładnym palatynem Sieciechem, a później ze swoim starszym, przyrodnim bratem Zbigniewem, który rościł prawa do rządów w charakterze princepsa. Przyniosła zdradę, okrucieństwo i śmierć.