Dynastia Jagiellonów zajmuje szczególne miejsce w historii Polski i Europy. Jej władcy zasiadali na krakowskim tronie przez niemal dwieście lat i sięgnęli po rządy nad Węgrami i Czechami. W szesnastym stuleciu państwo polsko-litewskie osiągnęło apogeum politycznej i militarnej potęgi, największy zakres terytorialny oraz szczyt rozwoju kulturalnego, przeżywając swój Złoty Wiek. Paradoksalne, ale żaden z Jagiellonów nie okazał się wielkim wodzem, może najbliżej takiego miana był Jagiełło, a jedynie kilku z nich ujawniło talenty polityczne i organizacyjne, przy czym tylko wspomniany Władysław II Jagiełło i Kazimierz Jagiellończyk zasłużyli sobie na miano wybitnych monarchów. W przypadku pozostałych bilans rządów budzi wątpliwości. Aż dwaj noszący koronę Jagiellonowie, Władysław III Warneńczyk i Ludwik II Jagiellończyk, zginęli na polu bitwy; w przypadku wielkich europejskich dynastii to rzadkość. Kilku innych, Jan Olbracht, Aleksander i ostatni z dynastii Zygmunt II August, przed sprawami państwa często dawali prym przyziemnym przyjemnościom oraz uciechom stołu i łoża, co przyspieszyło ich śmierć i nie pozwoliło spłodzić potomka. W przypadku dynastów rzecz niewybaczalna. O tym będę pisał w tej książce. W równej mierze o wadach i przywarach jej bohaterów, jak i o ich dokonaniach. O niezwykłych dziwactwach, zaskakujących upodobaniach, czasami trudnej do pojęcia nieporadności, jednocześnie zaś o rosnącej potędze państwa, którym rządzili. Jej gros poświęcę głównie im, ludziom z krwi i kości, czasem miewającym przebłyski geniuszu, częściej niestety zagubionym i popełniającym zdumiewające błędy. W polityce wewnętrznej i zagranicznej oraz na polach bitew.
Jagiellonowie nie potrafili wytworzyć kultury politycznej ani zmusić siebie do solidności w rządzeniu krajem. Nazbyt łatwo pokpili dobrą koniunkturę międzynarodową dla jego wewnętrznego uporządkowania i zlikwidowania chociażby państwa krzyżackiego jako takiego, a potem księstwa Pruskiego. Obciążały ich niebezpiecznie sumujące się, niezałatwione sprawy, których groźne dla państwa konsekwencje ujawniły się w następnych stuleciach. Niefrasobliwie otworzyli nazbyt wiele nie samych tylko politycznych frontów i większości z nich nie zdołali zamknąć z korzyścią dla kraju.
Owa niemoc bądź nieumiejętność usuwania problemów znalazła symboliczny wyraz w przezwisku nadanym Zygmuntowi Augustowi, który zwykł mawiać: do jutra, kunktatorsko klucząc i odkładając nie cierpiące zwłoki sprawy na później. Być może słynne polskie powiedzenie „jakoś to będzie”, jakże charakterystyczne i destrukcyjne w swojej istocie, stanowi jeden z elementów schedy pozostawionej przez króla „dojutrka” i Jagiellonów.
Opisując ich rządy Paweł Jasienica w Polsce Jagiellonów stwierdził: „Za Jagiellonów nie naród zawiódł, lecz władza […] Na Złotym Wieku dziejów Polski kładą się polityczne cienie, które już nie znikną”. Prowadząc do powolnej, ale nieodwracalnej korozji państwa. I pokrywając je rdzą zaniedbań.